Przechodzimy Twój serwis własnymi narzędziami crawlującymi i odsyłamy dokument z konkretnymi znaleziskami: co blokuje widoczność w Google, co spowalnia stronę i co poprawić w pierwszej kolejności. Bez rozmowy handlowej po drodze. Dwa pola obowiązkowe. Resztę wypełnij tylko, jeśli chcesz. Audyt bezpłatny to przejście serwisu naszymi narzędziami i wskazanie tego, co realnie blokuje wyniki. Nie jest to wydruk z darmowego skanera, ale też nie jest to pełny audyt płatny — granicę opisujemy niżej wprost. Najdroższy błąd, jaki spotykamy: podstrony wyłączone z indeksowania przypadkiem — po migracji, po przebudowie albo przez ustawienie zostawione z wersji testowej. Bywa, że dotyczy to połowy serwisu. Duplikaty na dziesiątkach podstron, tytuły ucinane w wynikach, opisy wygenerowane z szablonu. To zwykle najszybsza do poprawienia rzecz o zauważalnym wpływie na liczbę kliknięć. Brak H1, kilka H1 na jednym widoku, nagłówki użyte jako ozdoba w slajderze. Dla wyszukiwarki to spis treści serwisu — gdy jest połamany, dobra treść czyta się gorzej, niż na to zasługuje. Mierzymy realnymi narzędziami Google i wskazujemy przyczynę, nie objaw. „Strona jest wolna” nic nie wnosi; „29 arkuszy stylów i odpowiedź serwera 800 ms” mówi, co robić. Podstrony osierocone, do których nic nie prowadzi, linki w błąd 404 i łańcuchy przekierowań. Przy serwisach po migracji to najczęstsze źródło utraconej widoczności. Sprawdzamy, czy baner daje realny wybór i czy skrypty analityczne nie uruchamiają się przed zgodą. Punkt pomijany najczęściej ze wszystkich, a przy kontroli robi się problemem. Czego bezpłatny audyt nie obejmuje — i mówimy to od razu. Nie ma w nim analizy konkurencji, badania fraz, danych z Waszego Search Console ani strategii treści na kolejne miesiące. To wymaga dostępów i kilkunastu godzin pracy, więc jest częścią płatnego audytu SEO. Bezpłatny odpowiada na pytanie „co jest zepsute i co poprawić najpierw”, a nie „jak wyprzedzić konkurencję”. Cztery kroki, bez rozmowy handlowej po drodze. Telefonu nie wymagamy, a jeśli go podasz, dzwonimy tylko wtedy, gdy sam o to poprosisz. Dwa pola. Nie pytamy o nazwę firmy, NIP-u ani o wielkość budżetu — do przejścia strony to niepotrzebne. Nasze narzędzia odwiedzają każdy adres w serwisie i zbierają znaczniki, nagłówki, linki i kody odpowiedzi. Bez próbkowania i bez limitu wielkości. To jest część, której nie da się zautomatyzować. Odsiewamy pozorne błędy i układamy znaleziska według tego, co realnie przesuwa wyniki. Czytelny dla osób nietechnicznych, z priorytetami i z jedną rzeczą, którą możesz poprawić samodzielnie od ręki. Dlaczego robimy to za darmo — bez owijania. Bo to najuczciwszy sposób, żeby pokazać, jak pracujemy. Część osób poprawi wskazane rzeczy sama i nigdy się nie odezwie — i to jest w porządku, taki jest koszt tej metody. Część zobaczy, że problem jest większy, niż da się ogarnąć wieczorami, i wtedy porozmawiamy o zleceniu. Nie dzwonimy po wysłaniu audytu i nie zapisujemy nikogo na newsletter. Żeby nie było niedomówień: bezpłatny audyt jest realny i wystarcza wielu firmom na kilka miesięcy pracy. Ale nie jest tym samym co audyt płatny i nie udajemy, że jest. Każde z tych znalezisk ma u nas osobną usługę — z zakresem i wyceną, bez pakietów „wszystko albo nic”. Nie ma. Wysyłamy audyt na maila i na tym kończy się nasze działanie — nie dzwonimy, nie zapisujemy nikogo na newsletter i nie przekazujemy adresu dalej. Robimy to, bo audyt pokazuje sposób pracy lepiej niż jakikolwiek folder ofertowy. Część osób poprawi wskazane rzeczy sama i to jest wliczone w koszt tej metody. Nie. Audyt bezpłatny robimy w całości z zewnątrz, tak jak widzi stronę Google — nie potrzebujemy hasła do panelu, do serwera ani do Analytics. To ma swoją granicę: bez dostępu do Search Console nie wiemy, na jakie frazy już się wyświetlacie. Dlatego dane z Waszego Search Console są częścią audytu płatnego, a nie tego. Do 3 dni roboczych. Samo przejście serwisu robi automat w kilkanaście minut, ale wynik czyta i porządkuje człowiek — i to jest ta część, która zajmuje czas. Przy bardzo dużych sklepach potrafi to potrwać dzień dłużej. Jeśli tak będzie, uprzedzamy mailem. Tak. Nasze narzędzia nie mają limitu wielkości serwisu i nie próbkują — sklep z dwudziestoma tysiącami adresów przechodzimy w całości, tak samo jak stronę wizytówkę. Przy takiej skali najważniejsze jest to, że grupujemy błędy po szablonie, a nie po adresie. Jedna poprawka w motywie zamyka wtedy setki znalezisk naraz i to widać w dokumencie. Tak, piszemy go pod właściciela firmy, nie pod programistę. Każde znalezisko ma wyjaśnienie, co to znaczy w praktyce i jaki ma wpływ na wyniki. Osobno zaznaczamy, co da się poprawić samodzielnie w panelu, a co wymaga osoby technicznej — żeby nie było złudzeń, że wszystko zrobi się klikaniem. Nie robimy tego w wersji bezpłatnej. Audyt wysyłamy pod adres, który wygląda na powiązany ze zgłaszającym — nie chcemy być narzędziem do prześwietlania cudzych serwisów. Analiza konkurencji jest natomiast normalną częścią audytu płatnego i tam podchodzimy do niej wprost, z Waszej perspektywy. Napisz w odpowiedzi na maila z audytem. Wycenę robimy na podstawie tego, co już znaleźliśmy, więc nie trzeba niczego tłumaczyć od nowa. Nie ma zobowiązania i nie ma presji — jeśli wolisz poprawić to samodzielnie albo zlecić komuś innemu, audyt zadziała tak samo dobrze. Jest napisany tak, żeby dało się go przekazać dowolnemu wykonawcy.Podaj adres strony — odeślemy audyt, nie ofertę
Zamów bezpłatny audyt
Sześć rzeczy, które znajdujemy najczęściej
Czy Google w ogóle widzi Twoje podstrony
Tytuły i opisy w wynikach wyszukiwania
Struktura nagłówków i treści
Szybkość i Core Web Vitals
Linki wewnętrzne i martwe adresy
Zgody na cookies i polityka prywatności
Od adresu strony do dokumentu w skrzynce
Podajesz adres i e-mail
Przechodzimy serwis
Człowiek czyta wynik
Dostajesz dokument
Bezpłatny audyt a pełny audyt SEO — co je różni
Bezpłatny audytTo, co masz na tej stronie
Pełny audyt SEOGdy trzeba wiedzieć nie tylko co, ale i dlaczego
A jeśli audyt wskaże konkretny problem?
Pytania o bezpłatny audyt